sobota, 31 października 2015

Przygotowania Justyny Kowalczyk, czyli czy Polka będzie znowu wygrywać?

źródło: Facebook Justyny Kowalczyk
Za Justyną Kowalczyk bardzo ciężkie przygotowania do sezonu 2015/2016. Najlepsza polska narciarka sześć miesięcy harowała w pocie czoła, aby wrócić do swojej najwyższej dyspozycji. W tegorocznym okresie przygotowawczym było trochę nowości i eksperymentów, ale to ma tylko pomóc. O tych eksperymentach i nie tylko przeczytacie poniżej.
Justyna Kowalczyk swój kolejny sezon zainauguruje 27 listopada w Kuusamo. Polka trenowała w pocie czoła, by zapomnieć o nienajlepszych biegach z poprzedniego sezonu i znowu zacząć wygrywać. Przygotowania różniły się od poprzednich, dotąd Polka co roku jeździła do Ramsau na lodowiec Deichstein czy w sierpniu do Nowej Zelandii, teraz natomiast Justyna zrezygnowała z tych miejsc i pojechała m.in. do Argentyny.
Pierwszym obozem treningowym było Zakopane, gdzie Kowalczyk głównie jeździła na nartorolkach, w międzyczasie chodząc po górach. W stolicy Tatr Justyna zaczynała dopiero wdrażać się w reżim przygotowawczy, musiała też uważać na kolano, które po zakończeniu sezonu zostało poddane zabiegowi artroskopii.
Z Polski Justyna pojechała do Hiszpanii, a dokładnie do dobrze znanej jej Sierra Navady. W upale na wysokości 2320 m n.p.m. Kowalczyk pokonywała nartorolkami lub rowerem 32-kilometrowy podjazd.
Czerwiec, czyli dla uczniów początek wakacji, a dla Justyny Kowalczyk ciężkiej harówki ciąg dalszy. W tym miesiącu mistrzyni odwiedziła ponownie Zakopane i St. Moritz. W Szwajcarii Polka przede wszystkim jeździła na nartorolkach i maszerowała z kijkami.
Justyna nie mogła nie odwiedzić jej drugiego domu, czyli Otepeaea. W tej estońskiej miejscowości Polka przeżywała piękne chwile – pierwszy raz stanęła na podium PŚ, odniosła pierwsze zwycięstwo PŚ i seryjnie miażdżyła rywalki w kolejnych edycjach. Nic więc dziwnego, że czuje się tu jak u siebie. Nie tylko Justyna kocha Otepaeae, ją również tu wspierają i może z pewnością liczyć na głośny doping podczas zawodów. W Estonii Kowalczyk przede wszystkim jeździ na nartorolkach i biega imitacje pod górę.
W sierpniu Justyna w ostatnich latach trenowała na końcu świata w Nowej Zelandii, teraz natomiast wybrała Amerykę Południową. Wzięła tam udział w biegu Ushuaia Loppet, wygrywając klasyfikację kobiet i przegrywając wyłącznie z jednym mężczyzną. Niestety, nie obyło się bez wypadku, ale na szczęście nic groźnego się nie stało, skończyło się na kilku obtarciach i stłuczeniach.
We wrześniu mistrzyni olimpijska z Soczi po raz kolejny pojechała do polskiej stolicy Tatr, przede wszystkim z myślą o wspinaczkach górskich. Następnie Justyna i trener Aleksander Wierietielny zawitali do Raubiczy, na Białoruś. Jest to dobrze znane przez Justynę miejsce, bo kilka lat temu również tam jeździła, ale w ostatnich latach zastępowała to miejsce innym.
Ostatni obóz przygotowawczy do sezonu 2015/2016 to Val Senales. Justyna trenowała tam głównie na nartach i szlifowała technikę.
Justyna Kowalczyk jest bardzo doświadczoną zawodniczką i zapewne zrobiła wszystko, aby w przyszłym sezonie znowu stawać na najwyższym  stopniu podium. Mimo iż Justyna podkreśla, że lata dominacji już minęły, to myślę, że będziemy ją widywać często na podium. Mam nadzieję, a wręcz jestem o tym przekonana, że zła passa z poprzedniego sezonu została już zażegnana.

Brak Ligi Mistrzów na otwartym kanale!

800px-Beginning_Arsenal_Sevilla
Polscy kibice piłki nożnej są w szoku! Tym razem Ligi Mistrzów nie obejrzą na otwartym kanale! Skąd taka decyzja? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale jedno jest pewne – to posunięcie niesprawiedliwe i niezrozumiałe… W końcu podobno piłka nożna to nasz sport narodowy…
Dla polskich kibiców piłki nożnej stało się już tradycją, że w środowe czy we wtorkowe popołudnia i wieczory zasiadali przed telewizorem, by obejrzeć mecze w ramach Ligi Mistrzów. Teraz ten obyczaj został przerwany, gdyż nastąpił koniec transmisji na otwartym kanale. Dotąd mogliśmy śledzić poczynania ulubionych klubów w Telewizji Polskiej (TVP), a co teraz myśli przeciętny kibic, kiedy odebrano mu jego chleb powszedni? Na pewno jest rozczarowany i nie wierzy w to, co się stało.. Bo chyba nikt nie przypuszczał, że to kiedyś nastąpi. Owszem, byliśmy przyzwyczajeni do tego, że musieliśmy nieraz płacić dodatkowe pieniądze za obejrzaną galę na ringu czy mecz siatkarzy. Jednakże działacze sportowi niejednokrotnie podkreślali, że piłka nożna to nasz sport narodowy, więc czy chcą tę narodowość zabić? Teraz transmisja Ligi Mistrzów będzie transmitowana tylko w zamkniętej telewizji NC+.
Jeśli zechcecie obejrzeć zmagania piłkarzy, to musicie wykładać 50 zł miesięcznie do rachunku. Niestety, zdecydowaną mniejszość naszego narodu stać na takie posunięcie, na taki kolejny wydatek, bo przecież jest dużo innych potrzeb, a mecz piłki nożnej to dla wielu relaks, który powinien być udostępniony dla każdego.
Być może bardziej zamożni kibice wykupią dostęp do NC+, ale… naprawdę, takich osób w Polsce nie jest wiele. Jestem pewna, że oglądalność spadnie do minimum, bo po co mamy dodatkowo płacić? Niektórzy mogą to tak argumentować i chyba trzeba im przyznać rację. Bo nie jest to krok naprzód ku lepszemu sportowi, ale zdecydowanie krok w tył. Jest to pewien hamulec, bo liczba kibiców może zdecydowanie zmaleć.
Jak mamy promować piłkę nożną i zdobywać następców Roberta Lewandowskiego? W kanale zamkniętym to wręcz niemożliwe… Dużo jest w Polsce młodych kibiców, których rodzice nie są zafascynowani sportem… Więc co takim młodziakom pozostanie? Wiadomo, że transmisji live nie obejrzą, co najwyżej znajdą może jakieś urywki w internecie. I jak tu marzyć o kolejnych gwiazdach w piłce?
Mam nadzieję, że niebawem w polskim sporcie skończą się takie posunięcia! Bo co to za kibicowanie, jeśli możemy obserwować tylko mniej ważne imprezy, a te najważniejsze są kodowane…? To zdecydowanie zabija sport oraz zniechęca ludzi do kibicowania i uprawiania aktywności fizycznej. Czas przerwać tę farsę!

Jak sport zmieniał się na przestrzeni wieków?

pixabay.com

Sport rozwija się z każdym rokiem – nabiera nowych znaczeń i zastosowań. Kilkadziesiąt lat temu zawody różniły się od obecnych, a mentalność zawodników również była inna. Przyjrzyjmy się bliżej różnicom obecnego pojęcia „sport”, a dawnego, sprzed kilku wieków.
W obecnej rzeczywistości wielu maniaków sportu nazywa aktywnością ruchową nawet grę komputerową, króciutki spacer czy też granie w telefonie w tenisa, jak i szachy. Poważne uprawianie sportu wiąże ze sobą jednak wiele istotnych zasad, których przestrzeganie jest istotne, by zachować piękno sportu. Taka sytuacja ma miejsce teraz, ale również mieliśmy jej namiastkę 100 czy 1000 lat temu.
Pojęcie „sport” nie zmieniło bezpośrednio swojego znaczenia… Jednak jest jakby inaczej niż za czasów naszych pradziadów. Oczywiście kiedyś było mniej kibiców, ludzie tak nie emocjonowali się wydarzeniami na arenach międzynarodowych, a sportowcy też inaczej trenowali i w głowach mieli inne myśli. Chyba jedyną najważniejszą cechą wspólną sportowego środowiska zawodowego na przestrzeni lat jest fakt, że celem zawodników jest jak najlepsze miejsce i zaprezentowanie się z bardzo dobrej strony. Priorytem jest również gra fair play, bo bez niej nie byłoby tak pięknie, sport byłby „brudny”. Być może dla nieprzeciętnego kibica zasady fair play wydają się nudne, bo nie ma żadnej sensacji, nikt nikogo nie uderzy czy nie zmiesza z błotem. Takie sytuacje oczywiście mają miejsce, w ostatnim czasie niestety często mamy takie doniesienia, ale w nie są zamieszani wyłącznie ci sportowcy, którzy z kulturą osobistą nie mają wiele wspólnego. Bo gdy komuś zależy na swojej dobrej opinii, reputacji, to przestrzega ustalonych zasad i zachowuje się honorowo. I bardzo dobrze, bo takie osoby są na dłużej zapamiętywane w światku sportu.
Kilkaset lat temu sport nie był uprawiany przez tylu zawodowców – ludzie ćwiczyli raczej z braku zajęcia, aby podtrzymać swoją sprawność. Traktowali raczej aktywność ruchową jako swoje hobby. Dzisiaj jest inaczej, pojawiają się coraz to nowi zawodnicy, którym marzy się wielka kariera. I do tego dążą, bo wzorców do naśladowania jest dużo… Coraz więcej mamy też amatorów, którzy kupują wszelakie sprzęty, których używają zawodowcy… Ale poczuć się jako „karierowicz” bezcenne… Bo sport to zdrowie – tak mawiają… chyba coś w tym jest…